ZŁOTÓW – początki SK8 przygody

Jakiś czas temu zostałem zaproszony do wzięcia udziału w testach nowej minirampy chłopaków z Nibiru Skateboards. O szczegółach tej wyprawy będziecie mogli przeczytać w kolejnym numerze Dizastera. Ja tymczasem temat sesji na skoczni odstawie trochę na bok i korzystając z okazji przedstawię wam początki złotowskiej sceny deskorolkowej. Moim informatorem nie mógł być nikt inny, niż Mateusz Gmys – właściciel miejscowej wytwórni deskorolek. To właśnie dzięki rozmowie z tym człowiekiem mogłem opowiedzieć wam tę historię.

Dla niewtajemniczonych Złotów to niewielkie miasto w północno-zachodniej Polsce, które co tu dużo pisać, swoje czasy świetności na deskorolkową zajawkę ma już niestety za sobą. W wielu podobnych miastach ludzie z czasem tracą chęci do jazdy lub wyprowadzają się na studia do większych miast, co w ostateczności doprowadza do wymarcia lokalnych scen. Złotów o mały włos podzieliłby ich los. Okazuje sie jednak, że czasem wystarczy jedna osoba, aby na nowo wskrzesić tętniącą dawniej zajawę. Co więcej ta osoba należała do pierwszej ekipy miejscowych skejtów i był to oczywiście wspomniany Mateusz.

Mateusz Gmys

Mateusz Gmys, Bonless – 1998 r.

Swoją przygodę z deskorolką rozpoczął już w okolicach 1996 roku. Mając wówczas zaledwie 9 lat i śmigając bez celu na łyżworolkach został zaciągnięty przez swojego ziomka na rzekome miejsce schadzek lokalnych skejtów. Powiedział mu wówczas: Chodź na POM, tam są goście, którzy fantastycznie jeżdżą na deskorolkach, ja ich znam i cię z nimi zapoznam. Tamto wydarzenie i tamte akrobacje podziałały na Mateusza, prawdopodobnie tak samo jak na wielu z nas gdy stojąc z boku po raz pierwszy poczuliśmy magię tamtej chwili. To właśnie wtedy zadecydował, że swoje życie zwiąże z deskorolką. Wieczorem pobiegł do swojej mamy i namówił ją na swoją pierwszą deskorolkę „JET 5”, chińską oczywiście – kupioną w domu towarowym w Pile.

Tymi czarodziejami na deskorolkach byli Gapa, Gonzo i Cebo, reprezentacji starej hardkorowej szkoły ze Złotowa. Oprócz deskorolki byli związani z pierwszymi lokalnymi kapelami sceny hardcore i do dziś grywają w różnych zespołach. Panowie swoją przygodę zaczęli już w 1994 roku, kiedy to pierwszy raz zobaczyli punkowe teledyski. Jakieś nowojorskie dziwactwa, na których typek przemykał na desce po brudnych ulicach. To właśnie one były dla nich źródłem pierwszych inspiracji. Ich pierwsze deski do najlepszych nie należały. To były zwykłe ryby, niektóre czasem lepiej wygięte. Była to mocna ekipa, która z czasem robiła takie tricki „że aż buty z nóg spadały”. Na przykład wspomniany już Cebo w 1996 roku skakał double flipy przez zielone komunistyczne śmietniki. Dla ówczesnych nowicjuszy były to tricki z kosmosu, które na zawsze utkwiły im w pamięci. Tomek Cebo już co prawda nie jeździ i poświęcił się organizacji wystaw w Toruniu, jednak do tej pory uważany jest przez lokalsów za najlepszego zawodnika. Równie dobry poziom trzymał „Pioras”, który pod koniec lat 90-tych zadziwiał swoimi technicznymi sztuczkami, bez problemu wskakując flipem na backtaile. Był on złotowskim łącznikiem pomiędzy chłopakami, a Światem Zachodu. Przez jakiś czas był na wymianie uczniowskiej w Nowym Jorku i przywoził kolegom niezliczonej ilości kaset VHS i gazet deskorolkowych. Z czasem on również przestał jeździć i zabrał się za granie na imprezach.

18009495_1846076978999729_1688153945_n

Koncert zespołu ENDLESS DESIRE

Jak w każdej ekipie jedni odpadali, a na ich miejsce pojawiały sie nowe twarze. Bez względu na to, dostęp do skejtowego asortymentu był w połowie lat 90-tych wyjątkowo utrudniony, zwłaszcza dla ludzi z niewielkich miejscowości. Wielokrotnie kombinowali kupując deski przez ciotki z Niemiec lub uzupełniając łożyska w sklepach z asortymentem do odkurzaczy. Jakoś trzeba było sobie radzić. Podobnie było z pierwszym złotowskim skateparkiem, który został wybudowany w okolicach 1997 roku. Do budowy tego obiektu przyczynił się tato Mateusza, który słynął w lokalnej społeczności ze swojej kaskaderskiej profesji, występując w filmach historycznych jako jeździec na koniach. Namówił on ówczesnego burmistrza do budowy „rampy”. Powstał wówczas typowy, dla tamtych lat, drewniany straszak, z łamaną w ośmiu miejscach rurką, z funoxem, pod który ciężko było podejść, a co dopiero podjechać i rampą szeroką na dwa metry i wysoką na trzy. Gdy chłopaki dorośli i każdy poszedł w swoją stronę, miejsce to zarosło krzakami i zaczęło gnić. Przez długi, długi czas nic tam nie było. Potem powstał kolejny nieudany skatepark (główne ze względu na postawienie obiektów na nienadającym się do jazdy asfalcie),  który służył najmłodszej stażem ekipie.

W 2005 roku Mateusz na nowo poczuł pociąg do skateboardingu i związał się z kapelą Endless Desire, w której jest wokalistą. W chwili obecnej ponownie mieszka w Złotowie, zaczął produkować deski, zbudował minirampę i powoli odbudowuje lokalną scenę. Czy mu się to uda? Czas pokaże. Ja tymczasem trzymam za niego kciuki!

Jeżeli ciekawi was ich muzyka, to poniżej możecie zapoznać się z ich kawałkiem „Skate and destroy„…

Bookmark the permalink.

Comments are closed