Taka tam historia kilku chłopaków z S.N.D.

„Krótka” historia chłopaków z S.N.D, którą przygotował dla was Krzysiek Gajewski.

Taka tam historia, kilku chłopaków z S.N.D. (Służew nad Dolinką). Początki nie były zbyt łatwe dla nas. Jeździło się trochę stojąc trochę na kolanku plastikowymi fishkami firmy Roller, z kółkami bardziej przypominającymi gałki od mebli, niż kółka. Całym wyborem, którego można było dokonać, były kolory. Pomarańczowy, zielony, czerwony, albo niebieski. Widzicie zatem, że był to tylko etap ewolucji bardzo młodego skatera, który powstał z kolanka, do pozycji wyprostowanej. Zupełnie jak z małpy w człowieka. Były też wtedy Fish-ki jakiejś innej firmy, chyba ruskie, na kółkach wałkach i z innym tłoczeniem na plastikowym decku, ale nie pamiętam jakiej firmy. Radochy było sporo, wszędzie się tym czymś śmigało. Miałem wtedy jakieś 8 lat czyli 85r. Potem była przerwa, w przerwie zawiązały się pierwsze osiedlowe ekipy rządne ekstremalnych wrażeń i robiące dużo hałasu/chaosu wszędzie gdzie się pojawiły. W roku 88 Nasza ekipa, spotkała kolegę z osiedla, który wrócił ze Stanów. Jechał na czymś co przypominało k***a rydwan superbohatera i jeszcze dziabnął na tym czymś taki mały 15 centymetrowy podskok! To było pierwsze ollie jakie było dane nam w życiu zobaczyć. No lepszy to był chyba tylko ten ziomek z Powrotu do przyszłości (film 1985 r.). Uwaga! to była prawdziwa decha Powell Peralta, z truckami Independent na kółkach Powella i łożyskach S.K.F. totalna abstrakcja i obiekt pożądania. Wiśnia bo taka ksywę miał nasz kolega. Zyskał dozgonny szacunek na dzielni, ale zniknął szybko bo go starzy gonili do nauki. Kombinowaliśmy skąd wytrzasnąć taką dechę. Możliwości nie było wcale, aż do momentu kiedy na Chmielnej, w sklepie z różnymi rzeczami firmowymi, w nie firmowym sklepie pojawiły się deski Batman i Jocker (Tajwanki). Wiadomo starzy przeszli tygodniowe pranie mózgu, przygotowujące do zakupu. Przypominające tortury w Guantanamo, bo to było coś czego nie można było im odpuścić. Po prostu – ja must have i ch*j. Stało się zawiązała się pierwsza Skate ekipa na dołku, czyli w naszej części S.N.Du. Równolegle na górce zawiązywała się kolejna, z która wkrótce połączymy siły. Bardzo szybko okazało się że te deski nie były tym co zobaczyliśmy u naszego superbohatera, ale z braku laku zaczęliśmy jeździć na nich. W naszej ekipie był Szczur, Granik (Tede) Oleś, Cinek i ja (Afro) i tak wyglądał początek, wkrótce dołączył do nas Mariusz (JanMarian), Mały i Marek, Jednak z mojej perspektywy Główny trzon naszej ekipy stanowiła pierwsza piątka którą wymieniłem. Jeździliśmy pod sklepem na co dzień, bo był tam asfaltowy plac i mieliśmy gdzie ustawić “pożyczone” krawężniki do slide’ów. Na początku męczyliśmy te Batmanki i Jockerki pozbywając się zbędnego balastu typu osłony na traki, wszystkie plastiki i hamulce. Wkrótce każdy z nas potrafił ollie na 10cm i jeździć przekładanką. Kilka miesięcy później otworzono sklep na Smolnej i nasi starzy ponownie trafili do Guantanamo. Kiedy staliśmy się posiadaczami pro desek, świat stanął otworem. Ja miałem Powell Peralta – Stieve Caballero i to było coś czego nie zapomnę nigdy, mam nawet grafikę z tej deski w postaci dziary. Jeździliśmy pod naszym sklepem i osiedlu, pod KC, w przejściu pomiędzy S.N.D i Ursynowem, w przejściu pomiędzy Ursynowem, a Wyścigami i Dworcu centralnym w zimę. Pojawiły się prawdziwe tricki w naszym wykonaniu. Wszystko trzeba było ogarniać samemu. Budowało się przeszkody i szukało miejscówek nie było wtedy skateparków i to było zajebiste, nic na tacy wszystko D.I.Y. Przytoczę trzy moim zdaniem fajne historie z tamtego okresu.

1) Tak jak wspominałem wcześniej Nasze S.N.D. dzieliło się na górkę i dołek. Obydwie strony posiadały ekipę, o tej z dołka już pisałem więc wspomnę teraz o tej z górki. Skład: Wah, Olo, Samuraj, Pośnik, Filip. Wszędzie szukaliśmy nowych przeszkód i nagle okazało się że robią remont torów na Wałbrzyskiej i leży tam jedna krótsza szyna, a takiej okazji nie przegapiła by żadna Skate ekipa, chyba każde osiedle w pobliżu torów miało ten sam przelot. Zaczęliśmy planować skok. Filip Miał MZkę więc pojechaliśmy tam na deskach i motorze. Było nas chyba z 6 położyliśmy szynę tramwajową na motorze w poprzek (ledwo udało nam się ją podnieść). Filip prowadził kierownicę, my trzymaliśmy po bokach idąc tak środkiem ulicy, blokując cały ruch w środku dnia. Zdobyliśmy bardzo solidną rzecz do slidów, stała bardzo długo na osiedlu ku naszej radości bo żeby ją zabrać, to najpierw musieli ją znaleźć, a potem użyć swojego specjalistycznego sprzętu.

2) Atak Skinów, to było dobre. Wiadomo to były te czasy kiedy było sporo BoneHeads. Mieliśmy na osiedlu swoich, ale z nimi był sztama, bo jak sami mawiali byliśmy ich punkami i Hardcorami i nikt im nie będzie bił ich skatów (miło z ich strony hahah) Pewnego dnia przyjechało kilku Skinów z innej dzielni na gościnne występy. Chcieli zabrać nam deski. Niestety ich chytry plan został szybko rozkminiony i zostali wciągnięci w nasz chytrzejszy. Byłem wtedy z Granikiem Szczurem Olesiem i Cinkiem. Nasz plan był taki że wystawiamy przynętę (ja i Granik), która ucieka do bloku kiedy za nią wbiegają skiny, natomiast na łączniku za rogami czają się Oleś, Szczur i Cinek. Przynęta przebiega, a reszta wali dechami w łeb z za rogu goniących skinów. Tak też się stało cóż polała się krew, bo dostać zza rogu metalowym truckiem to nie są przelewki. Pół przytomnych pognaliśmy na kopach i tak się skończyło. Fama poszła w miasto i wiadomo było, że na S.N.D się skatów nie kroi bo grozi to w********m, więc mieliśmy już spokój na zawsze.

3) Były kiedyś pierwsze mistrzostwa Polski, w PKiN. Całe ferie śmigaliśmy na Centralnym ganiając się z Policją i w pałacu jak udało się wejść. Z naszej Ekipy w zawodach chciał brać udział Szczur. Jego plecak wziął udział w zawodach i został nawet uwieczniony na filmie Tropical Fish jak ktoś z gościnnie występującej ekipy Powella, podpisuje mu na nim autograf. Szczur nie został pokazany w filmie ale przynajmniej wystąpił plecak heheh Był to wspaniały czas wszystko działo się w głębokim Undergroundzie Graliśmy HC w zespole z Granikiem (Tede) na wokalu, występowaliśmy nawet na pierwszej jaka była WOŚP w Łomiankach w Remizie. Wraz z kilkoma innymi kapelami, Zebraliśmy wtedy 2500 zł pamiętam jak dziś bo była to niebagatelna suma dla nas. Wszystko robiło się samemu, zdobywało się muzę, deski, filmy robiło sobie naszywki. Dosłownie wszystko co robiliśmy wtedy było z serca i takim dla mnie pozostanie na zawsze. Na desce jeżdżę nadal (wróciłem po latach) Tede nawet robi swoje deski PLNY, to jest chyba styl życia i coś co nas określa w pewien sposób, nie wiem jak reszta ekipy bo ścieżki się rozeszły.

 

Bookmark the permalink.

Comments are closed