Namalować spot deskorolkowy

Namalować spot deskorolkowy? Na taki pomysł w 2014 roku wpadł Olek Ryszka przy okazji wspólnego projektu artystycznego z Arkiem Karapudą. W efekcie tego powstał cykl prac malarskich przedstawiających miejscówki deskorolkowe, które odegrały szczególną rolę w skejtowym życiu Olka. I chociaż deskorolkowe spoty Warszawy uwieczniano już wcześniej, chociażby w XVIII wieku, to cykl, który stworzył Olek w wyjątkowy sposób udowadnia, że skateboarding to coś więcej niż tylko sport olimpijski i w odważny sposób może przenikać się ze światem sztuki. Gorąco zapraszam do poznania historii Olka i przekonania się jak deskorolka wpłynęła na jego życie artystyczne.

Prace Olka Ryszki z wystawy „Deska, Triki, Życie”, 2014 r.

Jesteś skejtem i malarzem w jednym. Opowiedz kiedy zacząłeś jeździć, a kiedy malować?

Pierwszą deskę (ryba ze Streetstylu na Smolnej) dostałem na komunię od cioci Renatki w 1991 roku. Mieszkałem wtedy na Bemowie, ale tak naprawdę zacząłem jeździć i uczyć się trików w 1995 po przeprowadzce do Konstancina. Na początku szło mi naprawdę kiepsko, bardzo długo przychodziło mi pracować nad każdym trikiem, kickflip zajął mi chyba ze 2 lata. Przełom nastąpił pod koniec podstawówki 1997/1998, i wtedy zacząłem też jeździć do Warszawy pod Capitol i pod Witosa. Deskorolka towarzyszyła mi do 2001 roku. Ostatnią deskę złamałem w dniu zawodów Converse pod Marriotem, w między czasie zacząłem uprawiać inny uliczny sport – graffiti, który w pewnym momencie wygrał z deskorolką, i odłożoną kasę wydawałem już tylko na spreje. Sztuką zainteresowałem się w połowie liceum, i podjąłem decyzję o zdawaniu na Wydział malarstwa ASP

Czy deskorolka miała wpływ na twoją twórczość, czy może z racji twojej zajawki, była tylko jednym z tematów twoich prac?

 

Miejscówka Stocer, Konstancin, 1997 r.

Na pewno razem z kulturą grafficiarską deskorolka nastawiła mnie dosyć anarchistycznie i buntowniczo do świata. Jako małolat radykalnie odrzucałem wszelki standardowe wybory życiowe, a jakiś wybór trzeba było podjąć. Jak sobie wtedy, w czasach liceum myślałem o przyszłości, to jedyne co mnie nie wk*****o to wizja studiów na ASP. Tak więc deskorolka miała duży wpływ na decyzję o byciu artystą, ale tak trochę przy okazji. Na pewno deskorolka uczy dużej kreatywności, wymaga również konsekwencji i wytrwałości. To się bardzo przydaje w tworzeniu. Tak więc wpływ był duży, ale raczej nieoczywisty. Tematy stricte deskorolkowe pojawiły się dopiero w 2014 roku.

Co skłoniło Cię do przygotowania cyklu prac o nieistniejących już deskorolkowych spotach?

Mam kumpla, z którym studiowałem malarstwo na jednym roku – Arka Karapudę. On też miał intensywny epizod deskorolkowy w czasach liceum , ale podczas studiów tak jak ja już nie jeździł. Ale kilka lat po studiach wrócił do deskorolki i postanowił opowiedzieć o niej w cyklu obrazów. Zaprosił mnie do tego projektu. Początkowo nie wiedziałem jak się do tego zabrać, nie jeździłem już ponad dziesięć lat, deskorolka wydawała mi się ważnym, ale zamkniętym epizodem. Wątki w mojej sztuce też wydawały mi trudne do połączenia z deskorolkowym tematem. Z drugiej strony propozycja nie dawała mi spokoju, gdzieś ta deskorolka siedziała we mnie. Pierwsze co zrobiłem, to poprosiłem moją Żonę o deskorolkę na 30-te urodziny. No i znowu się zaczęło. Połączyło się to z otwarciem skateparków w Piasecznie i Nowej Iwicznej. Odwiedzaliśmy też streetowe miejscówki w Warszawie. Powoli zaczął mi się klarować pomysł na deskorolkowe obrazy. Postanowiłem sportretować ważne dla mnie, ale nieistniejące już, miejscówki deskorolkowe. Capitol był dla mnie najważniejszy, i pozostawił najwięcej wspomnień. Byłem 13-letnim małolatem, jak się tam pojawiłem. Początkowo na wyższych piętrach. Stopniowo wraz ze wzrostem umiejętności schodziłem coraz niżej. Po nauczeniu się frontside tailslide już śmiało śmigałem po głównych murkach.

Pod Grobem – Olek Ryszka, olej na płótnie

Największe wspomnienie to oczywiście pierwsze ollie przez DOT’a. Dlatego powstały aż 3 obrazy z Capitolem, w tym jeden najważniejszy z pomnikiem Wilgi i Wołgi. Drugie takie miejsce dla mnie ważne to oczywiście Grób Nieznanego Żołnierza. Sportretowałem jedynie murek z masztem (z widokiem na Teatr Wielki), bo zrobiłem tam najważniejszy trik mojego skejtowego życia frontside noseblunt to fakie. Pół dnia walki, gleby na plecy i ta jedna udana próba i wycie ziomali. Pamiętam każdą sekundę – niesamowite jest jak to siedzi w nas.

 

Nie mogło zabraknąć oczywiście miejscówek deskorolkowych z Konstancina. Dla mnie najważniejsza to Stocer, czyli 4 schody i rurka na tyłach słynnego szpitala. Tam się ćwiczyło pod ,,Witosa’’ i przełamywało się w railach, pierwsze boardslidy, pierwszy crooked. Kumpel z Konstancina Paweł Czarnecki robił 50-50 i frontside boardslide. Na obrazie ,,Stocer 97’’ w tle na murach szpitala pojawiają się pierwsze tagi i wrzuty. Życie niestety jest kręte i nieubłaganie pędzi. Grafiiti zrobił kumpel z klasy z podstawówki, który w dorosłym życiu się zagubił. Dosłownie tydzień temu dowiedziałem się, że zmarł…

Stocer 97′ – Olek Ryszka, olej na płótnie

Na obrazach pojawia też ważne, kultowe hasło deskorolkowe ,,Skate and Destroy’’. To mój mały hołd dla anarchistycznego ducha deskorolki, dla Jamiego Thomasa, Andrew Reynoldsa i innych. W 2014 roku z Arkiem Karapaudą otworzyliśmy wystawę ,,Deska, Triki i Życie’’ w warszawskiej Galerii Wizytującej. Dla nas było to super doświadczenie, bo na wernisażu pojawiło się pojawiła się masa legend warszawskiej deskorolki: Stickorama, Perez, Gutek, Tomek Kotrych, Kuba Perzyna i masa innych starszych i młodszych. Wielu z nich osobiście poznałem dopiero na tym wernisażu. Z Kubą Perzyną już wcześniej mieliśmy kontakt, pytaliśmy się o możliwość użycia tytułu jego legendarnego filmu, co miało być pewnego rodzaju hołdem złożonym tamtym czasom. Kuba oczywiście zajarał się projektem, a podczas trwania wystawy zorganizowaliśmy jeszcze pokaz jego filmów prosto z oryginałów VHS.

Jakiej techniki użyłeś podczas tworzenia tych prac?

Capitol Forever – Olek Ryszka, olej na płótnie

 

Wszystkie obrazy to technika olejna na płótnie. Najpierw maluję motyw, a następnie wylewam na niego rozcieńczoną farbę tworząc filtry, przykrywając przedstawiony motyw. Ten zabieg pojawia się również w wielu moich innych cyklach malarskich. Służy do oddalenia motywu, rozmycia go za filtrami naszej pamięci. Aby obraz stał się mglistym wspomnieniem. W ogóle nasza pamięć, wspomnienia, to główne motywy w mojej twórczości, tak więc cykl deskorolkowy wpisał się w nią bardzo dobrze.

Czy skateboarding pomaga malarzowi spojrzeć na świat dookoła w trochę inny sposób, niż robią to inni artyści?

Ciężko konkretnie odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno daje pewną wrażliwość na przestrzeń miasta i na ludzi. Sztuka jest chcąc nie chcąc bardziej intelektualna, przez to elitarna. Te uliczne doświadczenia być może pomagają wprowadzać pewną świeżość do twórczości i nie zamykać się w ścisłych ramach. Pamiętam jedną śmieszną sytuację z Barcelony. W 2007 roku zaraz po skończeniu studiów włóczyłem się z moją przyszłą Żoną Edzią z namiotem po Hiszpanii i ostatni dzień spędziliśmy w Barcelonie. Chciałem odwiedzić Muzeum Sztuki Nowoczesnej (czyli Macbę), nie mając pojęcia, że to miejscówka deskorolkowa. Ja kojarzyłem tylko jedną Barcelońską miejscówkę z filmów z lat 90-tych takie marmurowe ławki pod dachem. Jak się zdziwiłem jak zobaczyłem plac przed Muzeum! Skończyło się na tym, że w środku byłem może pół godziny, a kilka godzin oglądałem skejtów na miejscówce. Deskorolka wygrała z głodem sztuki. 6 lat później sam znowu jeździłem.

Dzięki, że zechciałeś opowiedzieć o swoim malarstwie i deskorolkowej zajawie. Czy na zakończenie chciałbyś kogoś pozdrowić?

Pozdrowienia dla Arka Karapudy, dzięki któremu wróciłem do deskorolki i dla wszystkich konstancińskich skejtów dawnych i obecnych (Alex, Paweł, Adam, Urban, Pęki, Pawlak, Serek, Bobas, Tomas i ekipa z Bielawskiej, Łosie, Kwiatek, Jawo, Nowak, Konrad, Kubik, Filip, Paweł i całą resztę). 🙂

 

Z Arkiem Karapudą i starą konstancińską ekipą (Alex Drzewiecki, Paweł Czarnecki) na Placu Grzybowskim, 2014 r.

Paweł Czarnecki, Fs noseslide, Plac Grzybowski

Olek Ryszka, Crooked grind, Plac Grzybowski

Bookmark the permalink.

Comments are closed