Demo Powell Peralta w Warszawie

Rok 1992. Wsiadasz do brudnego pociągu i jedziesz w tym syfie trzy godziny w jednym celu – Smolna 14. Dla większości skejtów z początku lat 90-tych nie istniał inny znany adres, pod którym mogliby kupić deski i spotkać innych zajawkowiczów. Biegniesz z dworca z kasą schowaną w skarpetach i liczysz na to, że żaden skinhead nie dorwie Cię po drodze i nie skroi z pieniędzy. Wpadasz do środka, kupujesz deskę, kilka filmów i nową bluzę od New Deal. Późnym wieczorem jesteś znowu u siebie w domu. Ściągasz przepocone buty i wbrew rodzicom wrzucasz do magnetowidu kasetę VHS, z tajemniczo brzmiącym tytułem „Eight”. Po jakimś czasie na ekranie pojawia się napis „Warsaw”, który zapowiada demo chłopaków z Powella. Przyjechali do Polski żeby zmotywować polskich skejtów podczas Mistrzostw Polski, które rok wcześniej odbyły się w Pałacu Kultury. Siedzisz w fotelu i przypominasz sobie jak szalałeś z resztą widowni, gdy lunch rampy i banki były niszczone przez Tomiego Toiminena, Stefaan Totha, Curtisa Mccanna i Ryana Monihana. Następnego dnia omijasz szkołę szerokim łukiem i do późnego wieczora katujesz pobliskie krawężniki.

Tomek Gutowski, który co prawda swoją przygodę z deskorolką zakończył dwadzieścia lat temu, doskonale pamięta tamte czasy. Od jakiegoś czasu regularnie wrzuca archiwalne nagrania, które przez lata leżały zakurzone na półce. Wczoraj miałem możliwość porozmawiania z nim. I uwierzcie mi, że chociaż od dawna nie stał na desce, to wciąż czuje do niej ogromny sentyment. Pamięta skejtów, swoje deski i ulubione przejazdy ze starych, zapomnianych już, skatevideo. Ciekaw jestem, ilu jeszcze jest takich osób jak on, skejtów z małych miejscowości, które widząc w kinie „Powrót do przyszłości”, z miejsca zakochali się w deskorolce.

Bookmark the permalink.

Comments are closed